Prof. Maria Korybut-Marciniak o pamięci i zaglądaniu w przeszłość przez dziurkę od klucza

Maria Korybut-Marciniak
Listopad to miesiąc wspominania, pamiętania i refleksji. Dużo uwagi poświęcamy w tym czasie pamięci osobistej. I właśnie o tę pamięć pytamy dr hab. Marię Korybut-Marciniak, prof. UWM z Instytutu Historii.

Pani profesor, czym jest pamięć osobista?

To rodzaj pamięci indywidualnej, w której jest zapisana nasza historia, nasze emocje, wrażenia chwili, oceny wydarzeń, w których braliśmy udział. To zapis przeszłości, na który nałożyliśmy filtr. To również pamięć rodzinna, związana z miejscem, z kręgiem rodzinnym, osobistymi relacjami. Trzeba podkreślić, że to jest pamięć nieobiektywna. Z historii znamy wiele przykładów różnych opisów tego samego wydarzenia. We wspomnieniach, pamiętnikach, dziennikach świadkowie historii przedstawiają to samo zjawisko w odmienny sposób. Każdy z nas ma jakiś filtr, przez który przepuszcza obserwowaną rzeczywistość. Wynika to z różnych przyczyn – dużą rolę odgrywają tu m.in. wiek, status społeczny, poglądy, cechy osobowości, poziom wykształcenia.

Jaką rolę pamięć osobista odgrywa w badaniach historycznych? Skoro jest obarczona subiektywizmem, to wydaje się, że dla historyków może być kłopotliwa.  

Jak najbardziej, bierzemy w swoich badaniach pod uwagę utrwaloną pamięć osobistą. Bez niej trudno byłoby badać przeszłość, chociaż historycy podkreślają, że trzeba zachować bardzo dużą ostrożność, analizując ego-dokumenty

i poddawać je rygorystycznej krytyce. Bardzo lubię do nich sięgać podczas badań nad historią społeczną. W pamiętnikach, korespondencji, wspomnieniach zapisana jest pamięć osobista, która sięga wprost do przeszłości. Wzbogaca to nasze wyobrażenie o przeszłości, bo nie wystarczy znajomość dat i wydarzeń. Bez znajomości doświadczenia jednostki nie bylibyśmy w stanie odtworzyć pełnego łańcucha przyczynowo-skutkowego i zbliżyć się do motywów działania człowieka w przeszłości. Często porównuję badania historii za pośrednictwem ego-dokumentów do zaglądania w przeszłość przez dziurkę od klucza.

W swoich badaniach naukowych zajmuje się pani XIX wiekiem...  

Rzeczywiście, ciągle myszkuję po różnych przestrzeniach XIX wieku, przyglądam się XIX-wiecznemu społeczeństwu przez pryzmat literatury dokumentu osobistego i mam wiele przykładów na to, że postrzeganie rzeczywistości i odczytywanie wydarzeń różnią się w osobistych relacjach.

W 2019 roku opublikowałam książkę pt. „Światy i międzyświaty Artura Dolińskiego”. To rekonstrukcja biograficzna carskiego urzędnika, Polaka, który urodził się w Wilnie po powstaniu listopadowym. Jego rodzina była związana
z polskim ruchem niepodległościowym. Matka była katoliczką, w okresie manifestacji patriotycznych ubierała się na czarno, za co została aresztowana. Podobny los spotkał jednego z braci Artura Dolińskiego. Mój bohater wyjechał za chlebem do Petersburga, gdzie pracował w rosyjskiej administracji. W wyniku represji popowstaniowych nastąpił sekwestr majątku jego rodziny, zesłanie na Syberię męża jego przyrodniej siostry i ciotki, a on tych wydarzeń właściwie
w ogóle nie wziął pod uwagę – w jego pamięci osobistej powstanie styczniowe nie znalazło odbicia. Myślę, że było to spowodowane ogromnym poziomem strachu przed represjami oraz lękiem przed utratą pracy i pozycji. W pamiętnikach jednego z braci Dolińskiego opisy powstańczych wydarzeń są bardzo szczegółowe. W XIX wieku jest dużo przestrzeni, które wywołują zdziwienie u historyków – zwłaszcza gdy o istotnych wydarzeniach nie znajdujemy wzmianek w relacjach osobistych. Na pytanie „dlaczego?” nie zawsze znajdujemy odpowiedź. Memuarystyka pozwala wyciągnąć interesujące wnioski i poszerzyć zakres widzenia. Przekazy osobiste ukazują m. in. stosunek autorów do otaczającej rzeczywistości, systemów wartości, tłumaczą sens zachowań indywidualnych.

Rozumiem, że nie brakuje źródeł, za pomocą których można badać pamięć osobistą?

Tych źródeł jest wiele – w archiwach, bibliotekach, zbiorach prywatnych, czekają na swoich badaczy. Jeśli chodzi o książkę o Arturze Dolińskim, to temat ten niejako przyszedł do mnie dzięki profesorowi Wiesławowi Cabanowi. Byłam świeżo po obronie pracy doktorskiej na temat dobroczynności w Wilnie w XIX wieku. Prof. Caban powiedział mi, że w jednej z wileńskich bibliotek znalazł pamiętnik Artura Dolińskiego, i że nie ma czasu się tym zająć, a może być to temat wart uwagi. Biblioteki wileńskie są mi dobrze znane, bo regularnie bywam w Wilnie w celach naukowych. Podczas jednego z pobytów dotarłam do pamiętnika Dolińskiego. To był wierzchołek góry lodowej. Dotyczył on schyłkowego okresu życia, ale gdy zaczęłam szukać innych dokumentów, okazało się, że w zasobach Litewskiego Państwowego Archiwum Historycznego w Wilnie znajduje się archiwum osobiste Artura Dolińskiego, obejmujące około tysiąca listów, różnego rodzaju notatki pamiętnikowe, zapiski ze spotkań, spostrzeżenia, rachunki, śpiewniki. Źródła pozwoliły mi zbliżyć się do tego, w gruncie rzeczy, zwykłego człowieka, którego osobista historia pozwoliła mi poznać niezwykłość jego świata. Osią biografii była właśnie utrwalona pamięć osobista. Prowadziła mnie ona po XIX-wiecznym Wilnie, Nowogrodzie, Petersburgu, Warszawie, odsłaniała wnętrza domów, kancelarii, kościołów, restauracji. Dzięki niej poznałam trudy podróży, niebezpieczeństwa wycieczek parostatkami, petersburskie galerie, opery i teatry; poznałam smak samotności, przyjemności podniebienia, napięcia w pracy urzędniczej. Ponadto, pozwoliły mi one odtworzyć obraz jego środowiska, czyli zubożałej szlachty, która po rozbiorach utraciła możliwość zarobkowania, pozycję społeczną i poszukiwała różnych sposobów materialnego zabezpieczenia.

11 listopada obchodzimy bardzo ważną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Co możemy powiedzieć o tym wydarzeniu, posługując się pamięcią osobistą?

Wszystkie rocznice są symboliczne. To święto symbolizuje powrót Polski na mapę Europy. Na pewno prowokuje do przywołania pamięci o „autorach” niepodległości, wśród których najczęściej wymienia się Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego, Wincentego Witosa. Ale droga do 11 listopada 1918 roku to życiorysy kilku pokoleń Polaków, żyjących pod zaborami. Uważam, że do odzyskania przez Polskę niepodległości prowadziła droga przez pamięć osobistą, na przekór rusyfikacji, germanizacji, represjom, cenzurze. Te pokolenia Polaków nie mogły posługiwać się językiem polskim, mówić głośno o sprawach narodowych, a mimo to pamięć i tożsamość przetrwały. Tradycje i wartości pielęgnowano w domowym zaciszu, w przekazach historii rodzinnych, w pamiętnikach. W popularnych w XIX w. memuarach spisywano relacje dla kolejnych pokoleń.

Czy są jeszcze jakieś nowe trendy w badaniach historycznych, odwołujące się do pamięci osobistej?

Tak, to na przykład historia emocji, rozwijająca się w Europie Zachodniej. Ten nurt badawczy zakłada odtwarzanie norm ekspresji emocjonalnej w różnych grupach społecznych. To zmusza historyków do pochylania się nad źródłami, które do tej pory pozostawały na marginesie lub były w ogóle odrzucane. W klasycznej historiografii opisy emocjonalnych uniesień były bezwartościowe. Omijano pamiętniki egzaltowanych panienek, opisujących swoje miłosne ekscytacje i zawody. Dla badaczy historii emocji będzie to źródło godne uwagi. W ogóle od historyków wymaga się interdyscyplinarności. Pogłębiając badania, coraz częściej sięgamy do metod badawczych z innych dyscyplin: antropologii, socjologii, psychologii.

Jaką rolę może odgrywać pamięć osobista dzisiaj? Wydaje się, że czasy współczesne nie sprzyjają zapisywaniu naszych doświadczeń życiowych i dbaniu o nie. Czy pani zdaniem kolejne pokolenia historyków będą miały z czego korzystać, jeśli idzie o czasy, w których żyjemy?

Nie chcę być pesymistką, ale od jakiegoś czasu z lekkim niepokojem obserwuję, jak teraz utrwala się pamięć osobistą. Problem nie polega na tym, że jest mało materiałów, ale na tym, czy będą one w stanie przetrwać. Jesteśmy dzisiaj nastawieni na szybką i krótką informację, bronimy się przed dłuższymi refleksjami, brakuje nam na to czasu. Mam również wrażenie, że rzadziej kierujemy uwagę na nasze historie rodzinne – to wynika z ewolucji społecznej. Dawniej człowiek był bardziej przywiązany do swojego środowiska lokalnego, do rodziny, do miejsca zamieszkania i to sprzyjało ukorzenieniu. Dzisiaj pamięć o historii lokalnej, o korzeniach jest narzucana programowo. Pamięć osobista to zapis emocji i wrażeń na osi życia – tego nie da się narzucić, zamknąć w schemacie. Powstaje więc pytanie, czy te emocje zostaną utrwalone dla historyków? Ciekawe, czy przetrwają maile, blogi, wpisy w mediach społecznościowych. Rodzaje nośników wiedzy o człowieku się zmieniły, ale to nie znaczy, że w przyszłości nie mogą być cenne.

Co zatem poradziłaby pani komuś, kto zechciałby zostawić po sobie ślady, które będą źródłem dla historyków. Co powinien zrobić?

Gdy zadała pani to pytanie, to sama zastanowiłam się, co ja zostawiam po sobie (śmiech). Myślę, że bardzo dobrym źródłem mogą być, popularne teraz, autobiografie. Czasami w wirze codziennego życia wydaje się, że nikogo nie obchodzi to, co robimy na co dzień, co i gdzie jemy, jak spędzamy wolny czas, jakie emocje budzą w nas miejsca, przeczytane lektury, spotkane osoby. Jednak za kilkadziesiąt lat będą to bardzo pożądane informacje. Historycy przyszłości będą musieli sięgnąć po nowe narzędzia i metody, żeby je wydobyć.

 

Rozmawiała Marta Wiśniewska